wtorek, 14 lipca 2015

W świecie Nocnych Łowców

Tekst pogrubiony jest autorstwa fey - bo ona lubi się wszędzie wtrącać. 
Jak zapewne wszyscy wiecie, a przynajmniej większość z was, niedługo zostanie wyemitowany serial oparty na serii książek Cassandry Clare. Jestem tym zachwycona, ponieważ zaraz po przeczytaniu "Darów Anioła", ogłoszono, że trwają prace nad serialem. Bardzo mnie ciekawi co z tego wyjdzie, bo same książki przypadły mi do gustu. Mogę wręcz powiedzieć, że przez pewien czas miałam na nie ogromną fazę.
Martwi mnie tylko to, że niektórzy fani wywołują niepotrzebną wojnę. Mianowicie: często można zauważyć kłótnie w komentarzach, czy na jakichś forach, o tym, która obsada jest lepsza - serialowa czy filmowa.
Jest to strasznie irytujące, ponieważ, po pierwsze, każdy ma swoje zdanie i może oceniać, jak mu się tylko podoba. Po drugie, przecież nikt jeszcze nie wie, jak swoją rolę spełnią aktorzy, którzy zagrają w Shadowhunters.
Jakie jest moje zdanie na ten temat?
Otóż, gdy oglądałam film, całkiem mi się spodobał. Ale było to jeszcze zanim przeczytałam książki. Czytając, zrozumiałam, że obie formy sporo się od siebie różnią, ale nie miałam nic przeciwko temu, ponieważ wiadomo, że nie zmieści się kilkuset stronicowej historii w półtora godzinnym filmie.
Warto też pokazać różnicę między adaptacją a ekranizacją.
Adaptacja to przeróbka danego utworu literackiego mająca na celu przystosowania go do potrzeb nowych odbiorców. Ekranizacja zaś to wierne przeniesienie książki na ekran. 
"Dary Anioła: Miasto Kości" jest oczywiście adaptacją. A jak będzie z serialem? Zmiany na pewno się pojawią, ale to normalne przy tak rozbudowanej i wielowątkowej powieści. Poza tym nie przeginajmy i dajmy szansę każdej postaci, która się pojawi - mającej swoje miejsce w książce i wymyślonej na potrzeby serialu.
Co do aktorów, nie byli źli, chociaż stwierdziłam, że Jamie Campbell Bower nie jest w moim typie. Ale to moje zdanie i szanuję inne opinie na ten temat.
Wiele osób narzeka też na serialowego Jace'a - Dominica Sherwooda. Kompletnie nie rozumiem tych ubolewań. Jest kilka powodów:
  1. To, że nie wygląda jak niektóre z wyobrażeń Jace'a nie oznacza, że nie jest jak Jace. Serio. Jako przykład mogę podać film "Akademia Wampirów". Przyznaję, że nie jest on najwyższych lotów, ale postać grana przez Dominica - Christian Ozera - wyróżnia się na tle innych. Sarkastyczne poczucie humoru, umiejętności w walce czy nawet sama budowa ciała - idealna namiastka Jace'a. Czego chcieć więcej?
  2. Wspominałam o budowie ciała. I muszę zrobić to jeszcze raz, bo ciało Dominica jest 100% ciałem Nocnego Łowcy. Tak powinien wyglądać każdy szanujący się Nocny Łowca. Nie żartuję.
  3. Dwa powody mogą się wydawać niewystarczające, ale ja wiem swoje. Pan Sherwood jeszcze nas zaskoczy.

nephilimdaily.tumblr.com

Najbardziej w ekranizacji urzekł mnie Instytut. Był idealnie przedstawiony, a ogród wyglądał jak z bajki. Stele i znaki też były całkiem spoko ogarnięte.
A teraz serial.
Jak na razie, obsada (z wyglądu ;p) całkiem mi się podoba. Większości nie widziałam w innych filmach. Ale ci, których spotkałam już wcześniej, według mnie, dobrze odegrają swoją rolę.
Muszę się przyznać, że każdego dnia czekałam, aż ujawnią kolejnego aktora. Gdy zobaczyłam, kto ma zagrać Valentine'a, nie wiedziałam jak zareagować. Zaczęłam się szczerze śmiać, bo Alan kompletnie nie pasował mi wyglądem, ale przecież oglądałam Reign, a tam był świetny. Też miał ciężki charakter i skomplikowaną osobowość. To mnie przekonało. ;P
Trudno oceniać aktorów, bo przecież jeszcze nie widzieliśmy ich gry aktorskiej w serialu. Lecz po zdjęciach z planu widać, że cała obsada na poważnie bierze sobie oczekiwania fanów. Widzieliśmy już próbę umiejętności Aleca, pokoje w Instytucie, Cichych Braci a nawet parę ujęć walk. To wygląda naprawdę obiecująco!
Wszystko to można zobaczyć na oficjalnym, serialowym Instagramie. Wystarczy wejść w TEN link.
Dodam jeszcze, że Kat ma świetny odcień włosów. Żeby nie było. Bo każdy ma swoje zdanie na ten temat xD To ja też się wypowiadam.


Co do zmian, które zostaną wprowadzone - cieszę się z tych, które opublikowano. Nie są jakieś diametralne, a wprowadzają trochę więcej sensu do całości. Poza tym, nad wszystkim czuwa sama autorka, więc wierzę, że wszystko jest w dobrych rękach i każda zmiana jest zmianą na lepsze.
Pamiętajmy też, że każdy serial czy film to wizja reżysera. My mamy swoje wyobrażenia po przeczytaniu danej książki, a producenci swoje. Niby proste, ale jednak często prowadzi to do sporów. A niby dlaczego? Przecież nie możemy powiedzieć, że czyjaś wizja jest gorsza. Jego wizja jest po prostu inna.
Na sam koniec, chciałybyśmy się dowiedzieć jakie jest wasze zdanie na ten temat. Wolicie "starą" czy "nową" obsadę? Czy też was denerwują teksty typu "Lily i tak była, jest i będzie lepsza"?

niedziela, 12 lipca 2015

Lajkujemy, komentujemy i glosujemy!

Chciałyśmy tylko poinformować, że zaszły pewne zmiany w sprawie naszej strony na Facebooku. Od teraz można znaleźć ją pod TYM linkiem. Będziemy się starać, żeby na bieżąco ukazywały się wpisy o... nowych wpisach. Takie rzeczy tylko u nas! xD

Poza tym, niedługo postaramy się, żeby na blogu pojawiła się ankieta dotycząca najbliższych, a może i nie tylko, postów. Bardzo chciałybyśmy wiedzieć jakie tematy najbardziej was interesują. Postaramy się dopasować do waszych "zachcianek". Może dzięki temu przyciągniemy jeszcze więcej osób (tak, to desperacka próba zwiększenia popularności - jesteśmy bardzo subtelne).

A więc zachęcamy do lajkowania i komentowania oraz głosowania :)

piątek, 10 lipca 2015

Wyglądasz obrzydliwie

Dzisiejszy post to moje przemyślenia na temat pewnego filmiku, który jest odpowiedzią na fałszywy obraz piękna, który jest kreowany przez media.
Przed przeczytaniem wpisu zachęcam do obejrzenia go poniżej:


Główna bohaterka filmiku prowadzi swoje konto na YouTubie, gdzie umieszcza różne tutoriale dotyczące makijaży.
Gdy kilka miesięcy temu zaczęła wrzucać do sieci swoje zdjęcia bez makijażu, wybuchła wrzawa.
Okazało się, że pod makijażem widnieją różne pozostałości po trądziku: pryszcze, wypryski, krosty. Em (bo tak nazywa się ta vlogerka) zaczęła dostawać różne nieprzyjemne komentarze. Mogła przeczytać, że wygląda obrzydliwie, że nie da się na nią patrzeć, że jej twarz jest taka brzydka... Ale oprócz tego Em otrzymała listy od ludzi, którzy też cierpią z powodu trądziku. 
Mogłoby się wydawać, że trądzik to nie jest wielka sprawa. Porządny lek z apteki i wszystko będzie w porządku.
Niestety nie.
Trądzik bardzo trudno wyeliminować i potrzeba wiele aby tego dokonać. To co pomoże jednej osobie niekoniecznie będzie dobre dla drugiej. Są osoby, które z trądzikiem walczą od wielu lat a efektów dalej nie widać.
A media wcale nie pomagają. W telewizji widzi się piękne twarze kobiet i zapomina się, że to wszystko jest wyreżyserowane. Że piękno jest momentem uchwyconym na zdjęciu. Nie oznacza to, że nie ma pięknych ludzi, o nie. Oznacza to, że telewizja manipuluje naszym pojęciem na temat urody. Przedstawia nam nierealistyczne standardy i czujemy, że powinniśmy do nich dążyć.
Nie chodzi o to, że nie powinniśmy nosić makijażu. Powinniśmy robić to, z czym czujemy się dobrze. Jeśli nakładanie podkładu czy fluidu sprawia że czujemy się pewniej, to dlaczego by tego nie robić?
Trzeba pamiętać, że istnieją różne ideały piękna. Nie ma jednoznacznego opisu czym piękno jest, bo po prostu dla każdego jest to coś innego.
Jesteś piękna. Nieważne jak zniszczona się czujesz. Nieważne jak często złościsz się z powodu swojego wyglądu i nieważne jak trudno jest ci znaleźć przyjaciół. Jesteś piękna.
Na koniec chciałabym dodać, że Em jest bardzo odważną osobą. Ludzie potrafią być okrutni, a mimo tego podjęła się ona tak trudnego zadania.
A wy? Co sądzicie o całej tej akcji? Jakie jest wasze zdanie?

Jesteś piękna
Nie pozwól, aby ktoś wmówił ci, że jest inaczej
Nawet ty sobie

czwartek, 9 lipca 2015

Dawca

Postanowiłyśmy, że kolejnym numerkiem na naszej liście będzie Dawca Lois Lowry. Tzn. sama postanowiłam. Dziewczyny nie mają tu nic do gadania!
Jest to kolejna lekka i przyjemna lektura, w sam raz na wakacje.
Pewnie bardziej kojarzy wam się film Dawca Pamięci. Niestety, albo i stety książka znacząco się od niego różni. 
Nie wiem czy sama bym po nią sięgnęła, bo wcześniej raczej o niej nie słyszałam, ale na szczęście organizowaliśmy w klasie Mikołajki.
Pochłonęłam całą książkę w zaledwie dzień. Pewnie dlatego, że nie była zbyt obszerna, ale bardzo przyjemnie się ją czytało, a świat przedstawiony wręcz intrygował.
Jedyne, co mnie denerwowało, to to, że imiona były spolszczone xD Ale to wina tłumacza, a nie autora, więc się nie czepiam.

Ale przejdźmy do fabuły.
Jonasz żyje w świecie, w którym na pozór wszystko jest idealne. Każdy szczegół zaplanowany, każdy pełni wyznaczoną mu funkcję.
Rodzinę zastąpiła komórka rodzinna (tak by the way, dziwnie to dla mnie brzmi, no ale, nie czepiam się!). Partnerzy wybierani są przez specjalny urząd (nie wiem jak to inaczej określić), później zostaje im przydzielone dziecko, urodzone przez rodzicielkę.
Urodziny są niezwykłym wydarzeniem. Co roku dzieciakom zostają przydzielone dodatkowe "przywileje". Raz dostają kurtkę z guzikami, na znak swojej samodzielności, potem rower, itd.
W dwunaste urodziny, młodzież poznaje role, które mają pełnić w przyszłości. Są one dobrane do nich, dzięki wieloletnim obserwacjom. I tak, w tym momencie, każdy nastolatek myśli: ale świetnie, wybiorą mi zawód, który spełnia moje najwyższe oczekiwania i w dodatku nie będę się nudził. Cóż, trochę w tym racji jest.
Ale ten świat ma także wiele wad. A mam na myśli wyeliminowanie jakichkolwiek emocji, muzyki czy nawet kolorów. Wszystko jest szare, nudne i monotonne.


"Tutejsze życie jest bardzo uporządkowane, przewidywalne i bezbolesne. Takiego dokonali wyboru."


DO PEWNEGO CZASU! Ha, na pewno się tego nie spodziewaliście xD Jonasz zostanie 
przydzielony do pełnienia funkcji Dawcy Pamięci. Jego mentorem będzie staruszek, który zachowuje w sobie wszystkie wspomnienia, które dotyczą dawnego świata. Chłopak powoli doświadcza takich wrażeń jak jazda na sankach, pływanie łódką. Z czasem wspomnienia dotyczą coraz poważniejszych rzeczy, np. wojny, śmierci.
Pewnego razu, odkrywa sekret. Dowiaduje się, że wszystko jest manipulacją ludzi "z góry". Co z tym zrobi?

Książka spodobała mi się dlatego, że była pisana lekkim piórem i dawała sporo do myślenia. Gdybym mogła ją ocenić, dałabym jej 9/10. Przynajmniej na chwilę obecną. Ale u mnie zawsze coś jest albo wspaniałe, albo kiczowate. Mam zaburzony sposób oceniania xD
Mam nadzieję, że sięgniecie po nią, bo warto! 

Na końcu, przyznam się wam, że dopóki nie zaczęłam pisać tego posta, myślałam, że Lois to facet. Z góry przepraszam, autorkę, ale jakoś to imię mnie zmyliło. Czasem dobrze jest poszperać trochę w internecie, bo wyszłabym na idiotkę xD

piątek, 3 lipca 2015

Gimbaza, a co potem? #2

Hej!
Ten post pisałam wraz z Agą i jest on odpowiedzią na ostatnie rozważania Zuzki. Bo jesteśmy wzruszone, że ktoś zna nas tak dobrze! Bo my też chcemy być filozoficzne! Nasze hasło to Mruczę, więc jestem czy coś w tym stylu.

Hej, tu Aga!
Od razu mówię, że gdy przeczytałam tamtego posta, to się popłakałam. A mnie rzadko się to zdarza. No chyba, że czytam książkę albo oglądam jakiś film. Ale żeby tak przez... czyjeś słowa to nigdy.
Oczywiście miałam świadomość, że dziewczyny mnie słuchają, gdy wzdycham, widząc facetów w mundurach, albo gdy opowiadam o grach komputerowych (a one nie mają i tak pojęcia o co mi chodzi), ale myślałam, że raczej odpowiadają mi na pytania z uprzejmości. A tu taki suprise!

Oczywiście, że cię słuchamy. Na tym polega przyjaźń. 

O matko, to zaczyna brzmieć jak jakaś mowa pożegnalna/pogrzebowa! xd Stop takim przemowom! W końcu jesteśmy znane z optymistycznego podejścia do życia (przynajmniej tak mi się wydaje).

Dobra, wstawi się tutaj potem zdjęcia kotków i każdy się odstresuje. Ale wróćmy w końcu do tematu. Jak już wiecie, jest to odpowiedź na post Dużej. Dlatego teraz przybliżymy was jaką wspaniałą osobą jest Zuza. Aga, zaczynasz.

Hahah, zawsze ja! No ale dobrze. Duża jest jedyna w swoim rodzaju. Gdyby nie ona, to kogo mogłabym drażnić? Jeśli tworzenie fanfiction o znajomych, to tylko z nią. Ps. Mam nadzieję, że wiesz o kogo mi chodzi ^^ 

Nikt tak nie bardzo ripostuje znajomych.
- Zuza! Grasz może w kosza?
- Nie, a ty grasz w minigolfa?
No i nikt nie zna na pamięć wszystkich piosenek z Disney'owskich filmów. Zuza pewnie też nie, ale zna większość

"Świecące tyłki, świecące tyłki...". Dodam, że zna te wszystkie przypałowe xd




Dobra bo ten post zmieni się w Odę do Disney'a zamiast w Odę do Zuzy. Niby Disney'a nigdy za dużo, ale cały czas ten Disney i Disney.

Zuza jako jedyna dziewczyna na świecie może się wymieniać bluzami ze swoim tatą. I na obojgu z nich będą wyglądać super!

Tak samo z koszulkami. I piżamami xD
Nie byłabym sobą, gdybym nie odeszła od tematu. A więc, jeszcze do niego nie wracajmy. 

Uwielbiam, gdy oglądamy jakiś serial razem, bo potem robimy sobie "ustną recenzję", albo spojlerujemy sobie nawzajem. Dlatego wakacje mają swoje minusy. Seriale mają przerwę. A w roku szkolnym nie. Tak, wiem. Bardzo odkrywcze. 
O! Jednak napisałam coś o szkole xD 

Przynajmniej naprowadziłaś nas na odpowiedni temat. Po co są w ogóle tytułu postów? I tak napiszemy o czymś innym. A tak w ogóle, wiecie już czemu ten post ma taką właśnie etykietkę?

Nie żeby notka była bez ładu i składu, ale przydałoby się zacząć pisać o szkole. 

A więc, nasza Zuza postanowiła wykorzystać atuty związane ze swoim wzrostem i zapisała się do szkoły sportowej. Oczywiście zdążyła wspomnieć z tysiąc razy, że źle robi. Co oczywiście nie jest prawdą. Szybko się uczy i ma szansę coś osiągnąć w kierunku siatkówki. 

Poza tym tylko w takiej szkole znajdzie chłopaka, do którego nie będzie się musiała schylać. A to znaczy wszystko. 

Może nie tylko w takiej, ale szanse są większe niż w zwykłym ogólniaku. 

Poza tym sportówka nie odbiera szans Zuzi na zostanie pulchną panią wydającą obiady. Ba, nie odbiera szans w ogóle. No bo Aga i ja będziemy na profilu bio-chemicznym. Ale jak nam strzeli do głowy pomysł z zostaniem tłumaczem, inżynierem czy projektantem mody (ekhem) to przecież nikt nam tego nie zabroni. I tak mamy cztery lata na ukierunkowanie się. 

Cóż, wypadło, że to ja mam się pożegnać. A więc jako podsumowanie dodam, że wszystko jeszcze przed nami i nie ma się co przejmować, że jeszcze nie wiemy co zrobić że swoim życiem. Mamy zaledwie 16 lat, więc z pewnością nie przeżyłyśmy jeszcze jednej czwartej naszego życia. Co będzie, to będzie. O tym, co z nami będzie za kilkanaście lat zdecyduje los. Albo biedronki. 
Poza tym, rozmawiałyśmy kiedyś z panią, która pracuje w naszej gminnej bibliotece i dowiedziałyśmy się, że gdyby ktoś jej w młodości powiedział, że będzie bibliotekarką, pewnie by go wyśmiała. 

Tak że wszystko przed nami. Albo wyjdzie źle, albo jeszcze gorzej. Najważniejsze jest to, żeby się starać dążyć do celu i być w tym wytrwałym!

Na koniec postu chciałybyśmy dodać, że każda z nas dostała się tam, gdzie chciała.

Powitali nas czerwonym dywanem, szampanem i jak to w polskiej wsi przystało: chlebem i solą.