piątek, 4 września 2015

Powrót w wielkim stylu

Hej miśki!
Po wakacjach wracam do Was z nowym Pierdoleniem o Szopenie. Mam w planach napisanie recenzji pewnej książki, którą przeczytałam w wakacje, ale cierpliwości. Narazie muszę napisać o czymś, co działo się chwilkę temu. Mianowicie o obozie sportowym.
Jak już pewnie wiecie 1 września oficjalnie rozpoczęłam naukę w szkole sportowej. Otóż wcześniej spędziłam jakieś 10 dni w Pobierowie wraz z innymi siatkarkami z wyżej wymienionej szkoły. Co w tym takiego wyjątkowego? Już mówię!
Pierwsza sprawa: jazda pociągiem. Niby podróż samochodem wygoda, bo sam wybierasz trasę, godziny, częstotliwość postojów i tego typu rzeczy. Jeżeli komuś z Was nadarzy się okazja do dłuższej jazdy tym środkiem transportu - niech zaklepie sobie podłogę! Możecie mi nie wierzyć, ale jadąc ośmioosobową grupą w przedziale, dwie osoby na podłodze mają najwygodniej. Polecam!
Druga sprawa: obóz sportowy - zbiorowisko dresiarzy! Szykując się na wyjazd, spakowałam mnóstwo koszulek, szortów i ciuchów nadających się na wyjście na miasto czy coś w ten deseń. Myślałam, że będę musiała się spoko ubierać, codziennie malować itp. Nic bardziej mylnego! (W tym miejscu przypadkowo pojawił się mój plan dnia). Na śniadanie o 7.45 wszystkie schodziłyśmy w strojach sportowych, gotowe na trening. Po powrocie ze śniadania miałyśmy chwilkę odpoczynku żeby nie zabrudzić podłogi na hali (czyli po prostu się nie pożygać), a o 8.30 maszerowałyśmy na halę z butami sportowymi i butelkami z wodą w rękach. Widok kilkunastu dziewczyn, które normalnie przejmowałyby się wyglądem, w skarpetkach i japonkach był pewnie dziwny dla przechodniów, ale uznajmy, że takie rzeczy się sportowcom wybacza. Po dwugodzinnym treningu wracałyśmy do pokoju żeby się wykąpać i (chyba się nie domyślicie!) przebrać w dres. Przed pierwszą schodziłyśmy na obiad, a później zachowywałyśmy się troszkę bardziej, jak normalne nastolatki. Mianowicie ubierałyśmy się, jak na osoby w naszym wieku przystało, robiłyśmy minimalny makijaż (w moim przypadku korektor na to, co mi się nie podoba, bo po co więcej? Po co się przemęczać?) i ruszałyśmy w miasto!
Najwięcej czasu I pieniędzy traciłyśmy w lodziarni Deserland, której hasłem głównym jest: "zrób se loda sam". Polegało to na tym, że między oddziałem, którym sprzedawano kawę, naleśniki, gofry  i tego typu rzeczy, a stanowiskiem, gdzie sprzedawano lody kręcone, było miejsce, gdzie samodzielnie nakładało się lody, owoce, polewy, posypki, żelki itp. (zacytuję Agę, a co mi tam: mam nadzieję że nie nadużywam dobroci Matki Boskiej Interpunkcyjnej, bo to było ciężkie zdanie xd). Na końcu kubeczek z deserem trzeba było położyć na wadze i zapłacić. Dawali też kolorowe łyżeczki!
Raz się żyje! Pochwalę się zdjęciem ze snapchata ;)
Wieczorkiem wracałyśmy na kolację, a potem znowu leciałyśmy na trening (spalałyśmy przynajmniej te nasze deserki, więc nie ma tego złego). Po powrocie miałyśmy siłę tylko na prysznic i praktycznie od razu szłyśmy spać. 
Kilka rad dla przyszłych lub sporadycznych sportowców (oraz nawet osób jadących na zwykłe kolonie):
Jadąc na obóz nie bierz tyle koszulek treningowych, ile dni lub mniej (jak to w moim przypadku było), bo plany wyprania sobie rzeczy nie zawsze wypalą. Poza tym kto by pomyślał, że na obozie SPORTOWYM, jak sama nazwa mówi, jest dużo SPORTU, co za tym idzie dwa treningi dziennie to raczej normalka. Ja wybrałam się na dziesięciodniowy obóz z sześcioma koszulkami, więc plany prania potroiły się z racji tego, że potrzebowałam dużo więcej koszulek, zabranie mini żelazka i czajnika to dobry pomysł! Nie mówię, że każdy ma zabrać, ale podzielcie się. Zawsze można od kogoś coś pożyczyć, a żelazko przyda się np. w sytuacji numer jeden: gdy będziemy musieli prać ciuchy! Moje mini żelazko miało branie i mimo, że troszkę kapało to wszyscy byli zadowoleni, bo jak to mówią: "mały, ale wariat"! Czajnik to dobrobyt, gdy musisz koniecznie zjeść zupkę chińską, bo kotlet na stołówce wygląda, jak przegląd mięsa z poprzedniego tygodnia. Jeśli tylko masz miejsce w torbie lub walizce zabierz: JEDZENIE. Czy to w podróży, czy w ciągu pobytu, a nawet kiedy wykończony po treningu zjadłbyś cokolwiek. Jedzenie zawsze się przyda, a jak wiadomo, w miejscowościach turystycznych ceny w sklepach są o wiele wyższe. Dziś robiąc zakupy w Lidlu wydałam 5 zł, a kupiłam tyle, że w sumie nie mogłam wcisnąć rogalika do końca. Była to miła odmiana po zakupach w Lewiatanie w Pobierowie, gdzie za produkty spożywcze płaciłyśmy minimum 9 zł.Tampony, podpaski, cokolwiek używasz, kup w domu żeby nie musieć stracić kupy kasy na takie pozorne bzdury, ale w sumie z drugiej strony "must have" xd i nie być zmuszonym do bycia obserwowanym przez miliony turystów i bardzo miłych kasjerów. Co jak co, ale obcy faceci nie muszą wiedzieć kiedy mamy okres i patrzeć na nas, gdy niecierpliwimy się w kasie i odbieramy resztę ze wzrokiem mówiącym: "szybciej chłopie, chyba że chcesz żebym tu przemokła i mój potop w majtkach opuścił obecną lokalizację"! (chyba mnie poniosło).
Napisałam ten post, bo chciałam podzielić się z Wami moimi przeżyciami z obozu. Drugim powodem był fakt, że przez całe wakacje nie napisałam żadnego posta (jak to się stało?), a poza tym ktoś się już w komentarzach upominał o Pierdolenie o Szopenie (dziękuję za motywację!).
Wydaje mi się, że ten post do zbyt ciekawych nie należy, ale najwyżej będę miała gotowe wypracowanie na pierwszą lekcję polskiego w liceum.
Nie zagłębiałam się zbytnio w szczegóły, bo po co mam pisać o osobach, których nie znacie, a poza tym możliwe, że te osoby niedługo odkryją tego bloga. Trzeba jednak napisać, że towarzystwo było bardzo fajne.
Myślę, że będę kończyć tego posta. Może coś z niego wyjdzie. Ale nawet jeśli nie, to miło było przeżyć to jeszcze raz, na nowo.
Nie wyjaśniłam Wam dlaczego, ale to nie ma większego znaczenia, chyba teraz powinnam się podpisywać: Wariatka albo Siatkarka z Przypadku. Co wolicie?
Na razie się żegnam.
Do napisania kochane koty!
Duża
Ps. Czy to, że żegnam się z Wami po każdym poście jest dziwne? Bo pewna osoba (nie mogę powiedzieć o kim mowa, ale tak w tajemnicy zdradzę Wam, że imię tego osobnika zaczyna się na "A", a kończy na "gnieszka" xd) powiedziała mi, że brzmi to tak jakbym się żegnała już na zawsze. Też tak sądzicie?

Zdjęcie na Instagramie 

wtorek, 1 września 2015

Pierwsze urodziny TCP!


Dzisiejszy post będzie wyjątkowy! A to tylko dlatego, że nasz blog obchodzi pierwsze urodziny! Jesteśmy niesamowicie zaskoczone, że tak szybko to minęło. Pomyślałyśmy, że możemy pokrótce przedstawić, ile zdążyłyśmy zrobić przez ten czas. 

Napisałyśmy 44 posty, łącznie z tym, a w wersjach roboczych jest jeszcze jakieś 14 notatek, które może kiedyś ujrzą światło dzienne. Może. Niektóre są tak denne, że aż same nie możemy uwierzyć, że je napisałyśmy. 
Chyba nie muszę mówić, który post zdobył najwięcej wyświetleń. Fani Nocnych Łowców okazali się dość liczną grupą. Natomiast najmniej chętnie czytanym postem był... No właśnie. Nie umiem sprawdzić. (Jeśli ktoś wie, to będę wdzięczna za wyjaśnienia!)   
Jeśli już mowa o wyświetleniach, to zdobyłyśmy ich  10358. Nie wiemy czy to dużo, albo mało, ale cieszymy się, że zdobyłyśmy kilka stałych czytelniczek, a to się liczy bardziej niż jakiś numerek.
Zdobyłyśmy także... 151 komentarzy, ale tak jak w przypadku wyświetleń, najbardziej liczą się dla nas te, które były pisane od serca. 

Mimo iż bloga założyłyśmy równy rok temu, to zanim doszłyśmy do miejsca, w którym Three Cats Project wygląda tak jak teraz, minęło sporo czasu. Dopiero po około pół roku posty zaczęły się pojawiać regularnie, ale i tak większość pisałyśmy na lekcjach informatyki.


Mamy dla was także niespodziankę! Niestety za bardzo świętowałyśmy rocznicę i nie zdążyłyśmy jej przygotować. Liczę na to, że pojawi się w najbliższym czasie. 
W sumie, niespodzianka będzie z jeszcze jednej okazji! Właśnie niedawno wybiło nam okrągłe dziesięć tysięcy wyświetleń! Mamy nadzieję, że za rok ta liczba będzie o wiele bardziej atrakcyjna!

piątek, 28 sierpnia 2015

Ankieta!

Ankieta jest już dostępna, więc bardzo zapraszamy do głosowania! Mam nadzieję, że pozwoli nam to pisać na tematy, które bardziej was interesują. Jakby to powiedzieli w jakiejś reklamie - Zmieniamy się dla was!
Miała się pojawić dużo wcześniej, ale postanowiłyśmy poczekać na nowy szablon. Mamy nadzieję, że podoba wam się, bo Fey włożyła w niego wiele pracy.
Stwierdziłyśmy, że głosowanie do 15 września wystarczy. W razie czego, przedłużymy termin.

Zapraszamy także na naszą stronkę na Facebooku! Funkcjonuje ona od jakiegoś czasu i dzięki temu będziecie mogli śledzić nas na bieżąco :)
Wiem, że kiedyś już o niej pisałam, ale zdaję sobie sprawę, że nowe osoby nie są tego świadome, więc raz na jakiś czas będę o niej przypominać.

Chciałam także poinformować, że z chęcią bierzemy udział w postach gościnnych i jeśli ktoś miałby ochotę na "wymianę", to można pisać albo na Facebooku, albo na emaila ;)

sobota, 22 sierpnia 2015

Fallulah, MØ & Oh Land, czyli duńska muzyka

Hej!

Mam wrażenie, że ostatnio na blogu są tylko posty Agi. Trzeba to zmienić! Każda z autorek powinna udzielać się regularnie. Wracam więc z kolejnym muzycznym postem. Dobrych artystów nigdy za wiele. I jeszcze takich mniej znanych, ale wciąż wartych odkrycia.

Zapraszam do czytania!

Na pierwszy ogień pójdzie Fallulah, a właściwie Maria Apetri - duńska piosenkarka i autorka tekstów. Urodziła się 6 lutego 1985 roku w Danii. Jak dotąd wydała dwa albumy - The Black Cat Neighborhood (2010) i Escapism (2013). Pierwsza płyta zyskała tytuł platynowej i pomogła artystce w zdobyciu prestiżowej nagrody muzycznej P3 Guld.


Fallulah była porównywana do Mariny & The Diamonds, Adele czy Florence & The Machine, ale jest raczej mniej kontrowersyjna niż Marina i weselsza od Florence. Swoją muzykę określa jako "pomieszanie indie rock'a z bałkańskimi bitami".



Zachęcam do przesłuchania obu albumów, ale to właśnie The Black Cat Neighborhood podbił moje serce i częściej do niego wracam. 
***
Kolejną artystkę, którą wam przybliżę będzie MØ czyli Karen Marie Ørsted. Dunka urodzona 13 sierpnia 1988 w Odense tworzy muzykę elektryczną z dodatkami indie popu czy soulu. Jej pseudonim, będący też akronimem imienia i nazwiska (Marie Ørsted =  MØ) w języku duńskim oznacza dziewicę, pokojówkę, dziewczynę jak i panienkę.


Debiutancki album artystki - No Mythologies to Follow - ukazał się 10 marca 2014 roku.

***
Ostatnią piosenkarką przedstawioną w tym poście będzie Nanna Øland Fabricius tworząca pod pseudonimem Oh Land. Na co dzień mieszkająca w Nowym Yorku artystka urodziła się 2 maja 1985 roku w Kopenhadze. Oprócz bycia piosenkarką i autorką tekstów jest też producentką. Jak dotąd wydała cztery albumy: Fauna (2008), Oh Land (2011), Wish Bone (2013) i Earth Sick (2014).















Oh Land tworzy głównie muzykę pop i elektroniczną.

Po kliknięciu na tytuł albumu, przeniesie was na Spotify. Myślę, że będzie to wygodniejsze, niż szukanie pojedynczych piosenek w sieci.

W pisaniu tego posta pomogła mi głównie kochana Wikipedia (i polska, i angielska), portal last.fm, YouTube i ten blog. W przyszłości zamierzam bardziej szczegółowo przybliżyć wam te artystki, ale pod odkryciu ich narodowości, postanowiłam je niehonorowo wpakować do jednego postu. Chociaż teoretycznie każda specjalizuje się w innym typie muzyki. Ale pomińmy te szczegóły i cieszmy się muzyką. :)

Co do cieszenia się muzyką - wraz z dziewczynami zaktualizowałyśmy playlistę, która widnieje na górze bloga. Tam to jest dopiero pomieszanie gatunków... 

Nie przedłużając już więcej, żegnam was bardzo serdecznie! I zachęcam do podzielenia się swoją opinią na temat posta w komentarzach.

Do napisania!

PS. W najbliższym czasie planujemy dodać post z TAGiem, do którego nominowała nas Anga.

PPS. Czym byłby wpis na tym blogu bez mnóstwa post scriptum?

PPPS. No właśnie - niczym. Dlatego zapraszamy do lajkowania naszej stronki na Facebooku!

czwartek, 20 sierpnia 2015

"Zostań recenzentem Komputronika"

To będzie kolejny post z serii "mamy do was prośbę". Spokojnie, już wyjaśniam o co chodzi.
Mianowicie, mój brat, zapalony informatyk wziął udział w konkursie organizowanym przez Komputronik. Polegał on na zrecenzjowaniu jakiegoś telefonu i ku zdziwieniu całej mojej rodziny, przeszedł do następnego etapu. (I nagle się okazało, że wszyscy w niego wierzyli. Taa, jasne.)
Teraz liczy się opinia oglądających, dlatego bardzo ładnie was proszę, żebyście łapkowali, komentowali, a także przekazywali znajomym tego posta, żeby oni także łapkowali, komentowali i przekazywali znajomym tego posta, żeby... I można to tak w kółko powtarzać ;P




Więc jeszcze raz bardzo was proszę o aktywność ;)
Mam także informację dla Michała: za taką reklamę, to się chyba nie wypłacisz ;P